..:: Serious Magazine ::.. wydanie 14
| |
Wstępniak
Fairy Castle czyli Zaklęty Zamek
Piano v1.0
Prezentacja Fairy Castle, Piano
Klimat...
Profesor
Nowoczesne zakupy...
Postać Atari - Nir Dary
List do mnie i o mnie - Jabol
Teraz ja!
Dekoder
Humor w Serious'ie
Recenzja, polemika: Numen
Nowy
K.S.O. 2T06 TURBO
Notka - TURBO 2T06
Moja przygoda z Atari...
Zabobony
Sidcar
Design Master
Próbnik - trzecie oko elektronika
Sterowanie biologiczne
Jak się pozbyć...
Grzebanie w popiele
Nakładka
Kontroler obrazu
Jaka dokładność?
Atari w Internecie
LCD
Gadżet
Gadżet - demo
Zestaw kilku prac
Wyjście
|
List do mnie i o mnie... Zbycho Jabol |
 |
Słowo wstępne..... + dodatki. Przepraszam za... Tego oczywiście nie publikuję bo to zbyt osobiste. Ale na resztę otrzymałem
carte blanche - Zenek :)
...
Vasco systematycznie na moją skrytkę meilową przysyła informacje o różnych scenowych wydarzeniach. I tak też dotarła do mnie
wiadomość o ukazaniu się SERIOUS'a #13. Wbrew krążącym opiniom mam wszystkie numery tego magazynu na swoim dysku... twardym dysku i nie do Atarynki podłączonym
niestety tylko do PyCy.
Czytając "13" poczułem się wywołany do tablicy. To, co właściwie czytasz jest tym, co mam przy tej tablicy do powiedzenia.
Od początku swojej działalności na scenie Atarczaka byłem związany z magazynami dyskowymi. Pierwszym "zaszczepił" mnie
nieżyjący już nasz kolega przysyłając mi dyskietkę z legendarnym "Barymagiem". Do "SERIOUS'a" zwabił mnie Jager i na pewno gdyby nie On nie było by tego magazynu,
albo powiem inaczej - takiego magazynu. Bardzo miłym dla mnie jest fakt, że udało mi się na tyle zaakcentować swoją obecność, że do dnia dzisiejszego pojawiam
się we wspomnieniach. Podkreślić jednak chciałbym tutaj, że w jednym punkcie postępowałem identycznie jak postępuje teraz Zenon - wręcz rozpaczliwie zapraszałem
wszystkich do nawiązania z nami współpracy z bardzo mizernym zresztą skutkiem.
Wszystko to, co dalej napiszę jest moim osobistym odczuciem i na pewno moim celem nie jest zniechęcenie nikogo do zabawy z komputerem Atari, moim celem nie jest nic
innego poza tym, że chcę się wypowiedzieć i robię to szczerze jak zresztą do tej pory starałem się to czynić i czym zdobyłem sobie uznanie największego dla mnie
autorytetu - Krógera z grupy Quasimodos.
Moje pojawienie się na scenie Atari było właściwie gestem rozpaczy. Stanąłem wobec alternatywy - albo Atari wyląduje na szafie,
albo napiszę swój pierwszy list. Wybrałem to drugie... Taka decyzja pozwoliła zajmować mojej Atarynce miejsce na moim biurku jeszcze przez parę lat. To zmiana pracy i
w związku z tym konieczność zakupu PyCy zpowodowały zniknięcie Atari z mojego biurka. Nie będę ukrywał, że walnie do tego przyczynił się Vasco, który na wieść o zakupie
przeze mnie PyCy zafundował mi płytkę, na której nagrał emulator Atari i całe oprogramowanie, jakim wówczas dysponował.
Ze zdumieniem spoglądam na ową płytkę i komputer Atari stojący jeszcze na biurku, plus czterysta dyskietek! Dzisiaj mam już "lepszego" PC i lepszy emulator. Nikt mnie nie
przekona, że używanie oryginalnej maszyny jest lepsze, wygodniejsze etc. niż emulatora.
W pewnym sensie rozumiem Zenka i jego trwanie przy Atari. Jednak jak się nad tą postawą zastanawiam, to odnoszę wrażenie,
że Zenkowi bardziej chodzi o możliwość wprowadzania w życie swoich pomysłów z zakresu elektroniki niż o cokolwiek innego. A że komputer ten jest bardzo wdzięczny
i konstrukcja jego umożliwia tego rodzaju eksperymenty Zenon tak chętnie się nim zabawia. Mało tego, w przypadku "przesiadki" na emulator cała dotychczasowa (i przyszła)
praca Zenka staje się zupełnie bezcelowa i tak naprawdę to eliminuje Zenka z działalności scenowej.
Chciałbym w tym miejscu najmocniej jak potrafię podkreślić, że do samego Zenka odczuwam bardzo silne uczucie sympatii i w żadnym wypadku nie jest moim celem
eliminowanie kogokolwiek z jakiejkolwiek działalności a już na pewno Zenka z działalności scenowej. Tekst ten zawiera tylko moje przemyślenia.
Jak już kiedyś wypowiadałem się publicznie zabawa oryginalną maszyną Atari i jej emulatorem w zasadzie do złudzenia przypomina
jedno. Z pewną jednak różnicą. Jeżeli chcę dysponować komputerem Atari z rozszerzeniem pamięci do 128kB to go mam. Jeśli chcę 320kB według standardu "Compy" to
sprawa sprowadza się tylko do odpowiedniego wyboru w ustawieniach, jeżeli "Rambo", to "Rambo" i unikam a raczej eliminuję ze swojego życia cały rozdział pod
tytułem, gdzie zdobyć odpowiedni schemat, części, wykonać to fizycznie, a w moim przypadku było by to przerzucenie tego wszystkiego na Zenona plus korespondencja,
plus jakie by nie były koszty. Tutaj załatwiam to w parę sekund dokonując odpowiedniego wyboru.
To samo dotyczy całej "otoczki", czyli urządzeń nazwijmy to peryferyjnych. Człowiek zastanawia się nad potrzebą posiadania takiego cudeńka jak RamCart wtedy, kiedy
potrzebuje jakiejś dodatkowej bardzo szybkiej stacji dysków. Oczywiście im większa jej pojemność tym lepiej. Ta właśnie potrzeba wymusiła powiększanie pamięci RAM
naszego komputerka, gdyż głównym zastosowaniem tego unowocześnienia była budowa Ram-Dysku. Sam Ram-Cart i chyba idea jego powstania nie wprowadza nic nowego do
tego pomysłu poza wyeliminowaniem podstawowej wady Ram-Dysku - utraty jego zawartości po wyłączeniu zasilania. Dodatkową zaletą RamCarta jest jego
mobilność. Można go zanieść do innego komputera i tam też dostać się do danych zapisanych na tymże urządzeniu. Wszystkie późniejsze pomysły w zasadzie nie
wprowadzają nic nowego poza wzrost wielkości dostępnego miejsca.
W przypadku pracy na emulatorze natychmiast nasuwa się pytanie, po co mi takie urządzenie, jeżeli dysponuję dostępem do ośmiu stacji dyskietek o pojemności 720kB
każda? Nie wdając się zbytnio w szczegóły Ram-Cart musiałby mieć 5.6MB pojemności a z tego co słyszymy wielkim sukcesem okazuje się skonstruowanie Double Ram-Cart'a
o pojemności zaledwie 0.25MB. Można jeszcze mowić o szybkości dostępu jednak ja odnoszę wrażenie, że prędkość dostępu do wirtualnych stacji emulatora jest
znacznie większa od prędkości dostępu do oryginalnej maszyny. Oczywiście przeprowadzenie odpowiednich testów i publikacja ich wynikow może być treścią zupełnie
innego artykułu (polecam, komu się chce).
W tym miejscu wypada poruszyć problem zdobywania dyskietek. Z tym przynajmniej w Szczecinie występował problem już parę lat temu. Zupełnie nie wiem jak to wygląda
dzisiaj, ale parę lat temu po zadaniu pytania o dyskietki oglądali mnie jak jakiegoś dziwoląga. W przypadku emulatora problem ten zupełnie nie istnieje.
Czy w sytuacji kiedy większość z nas Ataryniarzy jest pewnego rodzaju mieszańcami niestety, należy się dziwić że konkurs
ogłoszony przez Zenona gdzie pierwszą nagrodą był właśnie Double Ram-Cart nie wywołał wielkiego zainteresowania? Nagroda wydaje się być mało atrakcyjna,
gdyż jak poderzewam niewielu z nas jest to urządzenie tak naprawdę potrzebne.
Tak bardzo często poruszany problem budowy cartridge dla Atari w zasadzie w magazynie sprowadza się do czystej mechanicznej strony. Bardzo mało poruszana jest sprawa
ich oprogramowania, a jeżeli już to w formie gotowych programów do umieszczenia ich w specjalnie skonstruowanym "pudełeczku". Tyle tylko, że w przypadku emulatorów
wszystkie te "pudełeczka" już są, a przed nami pełne pole do popisu w dziedzinie ich zaprogramowania. Praca dla umysłu, a nie dla lutownicy, sorry, Zenon. Nie chciałbym w
tym miejscu powiedzieć, że skonstruowanie cartridge pod względem mechanicznym, chyba źle się wyrażam, pod względem fizycznym jest czynnością prostą, dla mnie na
pewno nie. Tym niemniej jednak w przypadku eksploatacji emulatora ten problem w zasadzie już za sobą, bo wszelkie możliwe moduły już są, trzeba je tylko zapełnić
odpowiednim oprogramowaniem i wszystko to bez programatorów epromów i tak dalej.
Oczywiście wobec braku innych chętnych do współpracy przy redagowaniu magazynu siłą rzeczy większość zamieszczanych w nich
materiałów stanowi pochodna zainteresowań panów redaktorów, ich hobby, ich uwagi rodzące się w czasie realizacji swoich pomysłów. Powoduje to mnotematyczność,
ale pomimo wszystkiego i tak udaje się wzbudzić zainteresowanie chociażby takich osobnikow jak ja. Pomimo tego, że zupełnie nie interesuje mnie sama fizyczna budowa
takiego cartridge'a, to publikacje na ten temat potrafiły wzbudzić moje zainteresowanie w dziedzinie zapełnienia tego odpowiednim programem. O ile sobie przypominam były
nawet jakieś próby publikacji na ten temat, a później o ile się nie mylę z braku czasu sprawa upadła.
To tyle. Życzę Ci Zenonie sukcesów w dalszej pracy, a może tylko dobrej zabawy. Możesz ten list o ile się będzie nadawał wykorzystać
w dowolnej formie i w dowolny sposób, na jaki przyjdzie Ci ochota. Najgorsze właściwie jest to że w zasadzie z SERIOUS'em zostałeś już sam. Jager przygotowując magazyn
od strony technicznej dokładał zawsze coś swojego i nie ma co ukrywać, że od strony koderskiej były to naprawdę "fajerwerki". Ja osobiście zawsze twierdziłem, że liczy
się treść i sam fakt, że ktoś ma coś sensownego do powiedzenia, a koderskie popisy to już rzecz wtórna, być może wynikało to z faktu, że sam nie byłem w stanie
sprostać celom, jakie stawiał Jager, ale w ostateczności jest to w sumie zbiór tekstów i to właśnie one są celem głównym tego rodzaju produkcji. Chciałbym Cię jakoś
wesprzeć, ale widzę, że niczego nie mogę Ci obiecać poza wsparciem moralnym.
Trwaj w tym jak najdłużej Ci się uda. Ja podkreślam zawsze przyjaźnie, jakie powstają wskutek tej naszej specyficznej działalności
pomimo faktu, że rzadko, kiedy znamy się osobiście są dowody przenoszenia się tych znajomości do innych dziedzin życia, co w moim na przykład przypadku przekłada się na
fakt, że tak jak kiedyś otrzymywałem pomoc fachową od Krógera w działalności koderskiej tak teraz Króger udziela mi pomocy prawnej (tak się przez ten czas wykształcił)
w sytuacji w którą popadłem...
Piękne jest to co robisz i piękne jest to co z Twojej działalności się wykluwa nawet poza już Twoim udziałem. Chociaż niczego nie obiecuję, ale mam nadzieję, że nie jest to
ostatni mój list do Ciebie.
Z ataryniarskimi pozdrowieniami....
Zbycho Jabol
|
|
|